poniedziałek, 26 sierpnia 2013

Część 18


OCZAMI ALEX



- Pyszny był obiad kotku. - mruknął blondyn do mojego ucha. Przekręciłam się na plecy, okrywając się szczelniej kołdrą.
- Dziękuję. - uśmiechnęłam się. - Pojutrze wyjeżdżamy może jutro bym wam pokazała Sydney?
- Byłem tutaj nie raz skarbie. - podparł się na łokciu.
- A byłeś w Sydney Aquarium? - podniosłam brwi do góry. - Taronga Zoo czy Opera?
- Eeeee...... - nie wiedział co powiedzieć. - Kocham Cię, wiesz?
Zachichotałam. Mój kochany Irish.
- Dobranoc. - ucałowałam jego policzek.
- Branoc.


NASTĘPNEGO DNIA - 10.00


- Ruszajcie swoje cztery litery!! - krzyknęłam zbiegając w samej bieliźnie do salonu. - Zoo czeka, tak samo jak Rekiny czy koniki morskie!!!
Z minuty na minutę każdy domownik wychodził z pokoju z niezadowoloną miną.
- Zrobię wam śniadanie. - zachęciłam ich. Podziałało to jak spacer na psa. W 20 minut każdy siedział przebrany w jadalni.
- Potrzebuję pomocy. - Założyłam fartuszek na wybrane przez Nialla ciuchy (czyt. Niall wybrał ciuchy w które Alex się przebrała ). - Może dzisiaj mi pomoże.......Zayn i Harry.
- Nie. - jęknęli.
- O tak. - zarechotałam złośliwie. - Raz, dwa!
Gdy stali obok mnie przy wysepce odparłam :
- Kanapki z Awokado , kurczakiem i majonezem i na deser....... Smoothie bananowe z mango.
- SMOOTHIE! - wrzasnął Malik. - Uwielbiam bananowe smoothie!
- Bierzcie się za kanapki. - zarządziłam. - Ja robię deser.
Godzina - i wszystko było gotowe. Jak zwykle pochwały i pokłony za to , że potrafię robić takie pyszne potrawy.
- Najpierw Zoo. - poprosiła Rose.


GODZINĘ  PÓŹNIEJ


- Chodźmy do żyraf!
- Surykatki!
- Małpy!
- Jakie słodkie kotki.......AAAAA zostaw to tygrysie!!!
Dopiero przekroczyliśmy bramki parceli , a tym odwala szajba. Szaleju się najadali czy ,co?
- Niall idziemy? - spytałam blondyna, który już zdążył zjeść hot-doga.
- Jasne skarbie. - ucałował moją dłoń. Przycisnął mnie do siebie , oplatając ramieniem wokół talii. Skierowaliśmy się w stronę wybiegu lwów. Następne były tygrysy , słonie , węże, kangury, koale i inne. Wreszcie dotarliśmy do moich ulubieńców - psów Dingo.
- Wiesz Nialler - zaczęłam. - Zawsze marzyłam o gromadce psów.
- Przecież masz psy. Meyo , Nou i Larry.
- Tak. Nouis i Larry zostają w Sydney, a Meyo to nie gromadka. - zrobiłam zdjęcie zwierzakom. - Chce mieć z 3 psy. Może i więcej.
- To na pewno dobry pomysł? - zapytał. - Meyo Ci nie wystarcza?
- To nie o to chodzi. - oburzyłam się. - Moje wewnętrzne ja chce ratować te biedne istotki od śmierci. Pragnę, aby były ze mną. U mnie im będzie lepiej.
- A chodzenie do schroniska i pomaganie lub kupno karmy i innych pierdół? - podeszliśmy do klatki z bażantami (jeżeli ktoś by nie wiedział, to są ptaki).
- Robiłam to, zanim was poznałam. - oświadczyłam.
- Hojna Alex Foxyer. - powiedział, po czym ucałował kącik moich ust. - Porozmawiamy o tym w domu. A teraz....... gdzie reszta?
- Nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Tak w ogóle to nie długo będę nagrywać nową płytę.
- Zgaduje , że zaczniesz na początku trasy. - usiadł na ławce. Usadowiłam się na jego kolanach.
- Niestety. - westchnęłam. - Spójrz! Rose z Harrym  po drugiej stronie.
 - Rosalie! - krzyknęłam. Ruda odwróciła się, rozglądając się na boki. Gdy mnie ujrzała , złapała Harolda za rękę i skierowała się w naszą stronę.
- Hej. - przytuliłam dziewczynę. - Gdzie Lily?
- Li wolała pójść z Zaynem i Liamem. - wyjaśniła siadając na ławeczce. - Nathan i Tommo poszli coś przekąsić.
- Poważnie? - zaśmiałam się. - To Niall w godzinę zjadł tylko hot-doga, a oni są już głodni? Boże.....te pokolenie schodzi na Horana.
- To nie było miłe. - Żarłok zrobił udawanego focha. - Foch forever na 5 minut z przytupem i melodyjką.
- Foch. - odwróciłam się. - Jak tak to ja i Rose idziemy dalej zwiedzać. Żegnamy , panowie.
Złapałam przyjaciółkę pod rękę , kierując się w stronę wybiegu kapibar.
- Jak tam w Londynie? - spytałam. - Wiesz......chodzi mi o rodziców.
- Jak zwykle. - odparła smutna. - Przyjechali tylko na jeden dzień, żeby mi tylko powiedzieć, iż wyjeżdżają znów w delegację. Przedstawiłam im Harrego. Trudno było odczytać czy byli nim zachwyceni......już sama nie wiem co myśleć.
- Nie martw się. - stanęłam w miejscu. - Nie warto , nawet jeżeli to są twoi rodzice. Chłopak czy brat - nie warto. Mówię Ci to z własnego doświadczenia. A , właśnie. Wiesz o trasie?
- Nie. - pokręciła głową. - To znaczy tak. Wiem, ale nie chce o niej myśleć. 2 miesiące bez loczka......ja normalnie zwariuję.
- Nie chciałabyś z nami pojeździć po świecie?
- Chciałabym, ale..... - zacięła się. - Nie mogę. Będę tylko wam przeszkadzała.
- Nie będziesz. - zaprzeczyłam.
- Nawet jeżeli........ -  przewróciła oczami. - Nie. Nie zgadzam się i już. Może przylecę na jakiś tydzień czy dwa. I tyle. Nie ma co.
- Uparta jesteś, aż za bardzo. - zachichotałam. Rose dołączyła się do mnie. Kto by pomyślał, że zwykła, przepraszam, wierna fanka zostanie moją przyjaciółką?



~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest rozdział, ale taki sobie :/ Czy moje opowiadanie ma w ogóle sens? Dobra......nic już nie gadam. Następny powinien być dłuższy. POWINIEN BYĆ. Nie wiem czy będzie.....zobaczy się :P Pozdro.
RIDA

PS: Ten pierwszy gif wywołuje u mnie orgazm *.*





sobota, 24 sierpnia 2013

Wróciłam!

Siemanko!! Wróciłam już z wyjazdu ;) Było świetnie. Wypoczęłam i mogę wrócić (na razie) na bloga. Niedługo pojawi się nowy rozdział. Muszę tylko go dokończyć i wstawić. Więc co tu dużo mówić........... sama nie wiem. Wstawiam wam kilka moich fotek. Tylko od razu mówię :za popękane monitory nie odpowiadam :P
RIDA


Moja siostrzyczka - Nicola



Mój brat - Akin



Ja XD


















Z Papą Smerfem :3



sobota, 3 sierpnia 2013

Informacja!

Słuchajcie kochani - wyjeżdżam. Nad morzem będę od 4 do 24 sierpnia. Nie wiem co jeszcze napisać. W tym czasie nie będę miała (chyba, zależy) czasu na napisanie nowego rozdziału. Pozdrawiam i życzę cieplutkich wakacji.
RIDA

piątek, 2 sierpnia 2013

Część 17

NADAL OCZAMI ROSALIE


- To tutaj. - westchnęłam wysiadając z taxi przed domem. O ile w ogóle to domem można nazwać. Ciągle stoi pusty. Hazz wyciągnął moją torbę, zapłacił facetowi i podszedł do mnie. Podeszliśmy do drzwi , gdzie ja następnie otworzyłam je kluczem. Uderzył mnie chłodny powiew powietrza. Zamknęłam wrota , gdy następnie pokierowałam chłopaka do salonu.
- Chcesz coś do picia? - spytałam.
- Wodę. - uśmiechnął  się ciepło wstając z sofy. Ku mojemu zdziwieniu poszedł za mną do kuchni. Nalałam trunku do szklanki, a następnie podałam loczkowi. Wypił wszystko duszkiem. Stróżka wody popłynęła mu z kąciku ust, aż do brody. Zdążyłam ją złapać, zanim spadła na biało - niebieskie kafelki. Uśmiechnął się ciepło i położył swoje dłonie na moich biodrach. Ścisnął je lekko, a następnie podniósł mnie usadzając na blacie. Wplotłam palce w brązowe pąkle Harrego. Lekko za nie pociągnęłam, gdy zassał skórę na obojczyku.
- Hazz.... - sapnęłam. Mimo , iż nie widziałam jego twarzy poczułam jak się uśmiecha. Rozpoczął mokrą ścieżkę od kości obojczyka aż do kącika moich ust. Zamiast mnie pocałować  ,masował ustami mój policzek. Wkurwiał mnie niemiłosiernie.
- Pocałujesz mnie wreszcie? - zapytałam rozbawiona.
- A co powiesz na......nie? - zarechotał złośliwie. Rozpoczął całowanie mojego ramienia. Nie owijał w bawełnę, o  nie. Zdjął ze mnie bluzkę i rzucił ją na podłogę.
- Haroldzie! - pisnęłam. Podniósł brew do góry co wyglądało prze komicznie.
- Nie cyckasz się z tymi sprawami. To widać gołym okiem. - zeskoczyłam z blatu podnosząc t-shirt .
- Ale.... - zaczął. Momentalnie usłyszałam odgłos klamki. Włożyłam bluzkę na siebie i pobiegłam do holu. W przedpokoju stali rodzice z walizkami.
- Cześć mamo. Cześć tatku. - uśmiechnęłam się szeroko. Nie obdarowali mnie chociaż spojrzeniem. Cóż.... czego ja się spodziewałam.
- Zostajecie na dłużej? - zapytałam.
- Nie. - odpowiedziała rodzicielka. - Po jutrze znów wyjeżdżamy w delegację.
- Aha. - westchnęłam smutno. - Chciałabym wam kogoś przedstawić.
Jak na zawołanie w progu pojawił się brunet.
- Mamo, tato to mój chłopak Harry. Harry to moi rodzice. - przedstawiłam szybciutko. Ze zdenerwowania moje policzki oblał róż.
- No cóż. - ojciec podała rękę mojemu chłopakowi.  -Witaj Harry. Mam nadzieję, że przypilnujesz naszą kochaną Rose kiedy my będziemy po za domem.
- Właśnie mamy do państwa prośbę. - Lokers przyciągnął mnie do siebie. - Czy Rosalie może polecieć ze mną do Sydney? Na kilka dni do przyjaciół. Później wracamy całą paczką do Londynu.
- Ona ma tylko 17 lat. - mruknęła niezadowolona kobieta.
- No nie wiem. - mężczyzna zmrużył oczy uważnie przyglądając się Harremu.
- Proszę. - zrobiłam oczy kotka ze Shreka.
- Masz pieniądze? - zapytał , wypuszczając powietrze. Pokręciłam przecząco głową , co było w 100%  prawdą. Spłukałam kieszenie w ciągu tygodnia.
- Masz. - tatko wyciągnął w moją stronę kopertę. - W środku są pieniądze oraz karta kredytowa.  Będziemy na nią wysyłać kasę co miesiąc.
- Na serio? - moje oczy zabłyszczały ze szczęścia.
- Tak. - mama opatuliła mnie ramionami. - Pozwalamy Ci jechać, a teraz idziemy do siebie. Miło było Cię poznać Harry.
- Mi panią również. - pocałował moją rodzicielkę w zewnętrzną stronę dłoni. Podali sobie z ojcem ręce.
- Chodź do mojego pokoju. - szepnęłam. Pokierowaliśmy się na górę i weszliśmy do mojej sypialni. Nie była ona zwyczajnym pomieszczeniem. Rodzice sami pozwolili mi go zaprojektować. Jest nieduży ,a le przytulny. Sufit obklejony jest plakatami 1D , Alex i Austina Mahone'a . Moi idole. Dwie ściany są koloru fioletowego, a pozostałe dwie miętowego. Na podłodze są panele w kolorze ciemnego brązu. Dekoruje go mały włochaty dywan w kolorze kremowej bieli. Łóżko jest dwuosobowe. Stoi w kącie pokoju. Mam w nim także wielką szafę, biurko z laptopem , sofę i małą szafeczkę nocną.  Jak dla mnie jest  to przepiękne miejsce.
- Świetny sufit. - zaśmiał się padając na łózko.
- Wszyscy mi tak mówią. - uśmiechnęłam się ciepło wyciągając piżamę z szafy.

NASTĘPNEGO DNIA - OCZAMI ALEX

- To co chcesz na ten obiad? - zapytałam pasiastego.
- Marchewki!!!! - wrzasnął, obejmując mnie ramionami.
- Łapy przy sobie. - w kuchni pojawił się Nialler. Louis odczepił się ode mnie i wyszedł z pomieszczenia. Specjalnie unikając chłopaka podeszłam do lodówki wyjmując potrzebne produkty.
-Co na obiadek, kochanie? - zapytał.
- Niespodzianka. - wytknęłam mu język. - Zawołaj Liama. Potrzebuje jego pomocy.
Horan, wyszedł z kuchni. Wrócił z brunetem.
- Pomożesz mi w obiedzie? - spytałam Daddego.
-Jasne. - przytaknął.
- Czy któryś z was nie trawi małży?
- Nie.
- Więc zrobimy zupę z marchewki i małży. - uśmiechnęłam się szeroko. - A na deser ciasto marchewkowe. Ok?
-Tak. - odwzajemnił mój gest. - Od czego zaczynamy??
- Małże. - wyciągnęłam swój własny przepis z notatnika. - Musisz umyć je pod bieżącą, zimną wodą, oderwać bisiory (nitki wystające ze środka małży) oraz szczoteczką oczyścić muszle. Kapiszi? Po tym zacznij przygotowywać ciasto marchewkowe. Przepis masz w moim zeszyciku.
- Tak jest szefowo! - stanął na baczność i wziął się za robotę. Po upływie godziny obiad był gotowy.
-Tommo! - wrzasnęłam. - Obiad!
- Kocham Cię!!! - pocałował mnie w policzek.
- Niall! - krzyknęłam po raz drugi. - On mnie maca!
- Biegnę kobieto mojego serca!

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Nie chciałam was przetrzymywać :/ Rozdział jest bardziej zajęty stroną Harrego i Rose , ale to szczegół. Muszę was od razu poinformować, że w niedzielę (4 sierpnia) wyjeżdżam i wracam dopiero 24. Jeżeli mama pozwoli mi zabrać laptopa może uda mi się dać wam jakąś krótką notkę lub po prostu rozdział. Niczego nie obiecuję :) Więcej informacji będzie w notce , którą dodam jutro.
RIDA



Look Ya!

Na blogu o Błękitnokrwistych pojawił się 1 rozdział :) Zapraszam : http://bluebloodsfanfiction.blogspot.com .
RIDA

środa, 31 lipca 2013

Polecam!

Zapraszam wszystkich na bloga : http://jednokierunkowadroga.blogspot.com . Opowiadanie jest śiwtne a wg mało kto je komentuję. Może zrobicie mi niespodziankę i skomentujecie? Jeżeli to zrobicie ( sprawdzę was XD  ) dostaniecie następny rozdział :)
RIDA


Część 16

OCZAMI ALEX


- Liam!! Widziałeś Rose? - zapytałam wchodząc do salonu.
- Rozmawia z Niallem. - odpowiedział obojętnym tonem. - W pokoju.
Pokręciłam głową ze zmartwieniem. Dlaczego stał się taki oschły?Nie wiem. Ruszyłam schodami na górę. Już gdy byłam coraz bliżej słyszałam dziwne jęki i stękania. Przyspieszyłam kroku. Wbiegłam do mojego pokoju. Co?! Nagi Niall całował się z Rose!! W ogóle oboje byli nadzy. Co ja gadam?!?!?!
- Co tu się dzieje!??! - wrzasnęłam. Oderwali się od siebie. Spojrzeli na mnie z drwiną w oczach i wrócili do poprzedniej czynności.   
- Niall!!!! Dlaczego mi to robisz?!! - łzy spływały po moich policzkach. Zerknął na mnie i syknął :
- Ale co robię?? Zauważyłaś że jestem zajęty?!
- Nie kochasz mnie? - zdziwiłam się szlochając. 
- Nigdy. - zarechotał złośliwie. - Jesteś niczego warta. Kto by chciał taką sierotę  jak ty?! Nawet ładna nie jesteś. A teraz wybacz, mogłabyś wyjść??? Zajęci jesteśmy.
Z hukiem zbiegłam na dół. Reszta siedziała w salonie. Kiedy mnie zobaczyli wybuchli śmiechem.
- Co? - zapytałam. Oni nie przestawali. Rechotali tak głośno, że nie mogłam tego wytrzymać. 
- Jesteś taka naiwna. - rzekł Zayn. - Bezwartościowa gwiazdeczka.
- Gwiazda? - zdziwił się Louis. - Ona nawet nie dorównuje  zwykłemu człowiekowi. Żałosna idiotka.
- Piąteczka. - w progu zjawiła się Victoria. Nawet nie powiedziała "cześć" . Usiadła Harremu na kolana i wpiła się w jego wargi.
- Co tak stoisz? - zaśmiała się Eleanor. - Spadaj  stąd.
Zamknęłam się w łazience. Wyjęłam żyletkę i bez wahania  jej użyłam. Krew lała się po podłodze. Jęczałam, wręcz wrzeszczałam z bólu. Poczułam ostre szarpnięcie. I kolejne. I kolejne.
- Alex!!!! Kotku obudź się!
Otworzyłam oczy. To Był TYLKO sen. Tylko i wyłącznie sen. Spojrzałam na wiszącego nade mną Nialla. Miał zmartwioną minę. Łzy same wypłynęły z moich  oczu. Wtuliłam się w blondyna najmocniej jak umiałam. Chłopak opatulił mnie rękoma kładą moją głowę na swojej piersi.
- Krzyczałaś. - zmartwił się.
- Miałam koszmar. - załkałam. - Ty i Rose....
Gula w gardle nie poprawiła mojego stanu psychicznego. Nie mogłam wydobyć z siebie znienawidzonego słowa.
- Już nic nie mów. - pogłaskał mnie po włosach. - Cciii.....
- Idę na dół. - powiedziałam wstając.
- Jest 6 rano. - położył głowę na poduszce.
 - Śpij. - pocałowałam go czule. - Idę tylko na dół. Nie wychodzę przecież.
- Ok. - oddał pocałunek. Przekręcił się na bok i z powrotem zasnął. Wybrałam luźne ciuchy ,które chwilę potem były na moim ciele. Schodząc po schodach  usłyszałam kroki  za sobą. Obróciłam głowę.
- Cześć Lex. - obok mnie stanęła Rose. - Wyspałaś się?
- Miałam zły sen. - skrzywiłam się. - Skąd masz ubrania?
- Przywiozłam sobie wczoraj w nocy. - odparła schodząc do salonu. Podążyłam za nią. Usiadłyśmy na kanapie.
- Porąbało Cię? - zrobiłam wielkie oczy. - W nocy jest niebezpiecznie.
- Wiem. Harry mi też mówił. - przewróciła oczami. Uśmiechnęłam się do niej i orzekłam:
- Czy Nialler Ci się podoba?
- Nie no co ty! - uniosła ręce w geście obronnym. - Mam Harrego. Nie spieprzyłabym takiego farta.
- To dobrze. - odetchnęłam z ulgą. Siedziałyśmy rozmawiając do 9. Kiedy Lily wstała postanowiłyśmy zacząć robić śniadanie.
- Zrobimy naleśniki z sosem pomarańczowym , sałatkę z awokado i mozzarelli plus na deser muffiny cytrynowe. - zaproponowałam zamykając lodówkę. Dziewczyny stały z otwartymi buziami.
- Co? - spytałam rozbawiona.
- Wiedziałam , że jesteś utalentowana ale że kulinarnie? - zdziwiła się Lily. - Powiedz co mamy robić.
- Więc tak..... - zaczęłam. - Rose ty zrobisz sałatkę. Tutaj . - podałam jej własnoręczny przepis. - Masz instrukcję co i jak. Jeżeli nie będziesz potrafiła czegoś zrobić to mów. Li ty mi pomożesz z naleśnikami. Wyjmij produkty tu spisane, a ja zacznę przygotowywać muffiny.
Tak jak to określiła rudowłosa królewskie śniadanie było gotowe w całą godzinę. Tylko trzeba było udekorować ciasteczka.Podczas naszej pracy domownicy zeszli do jadalni czekając na posiłek. Myśleli że będzie on normalny, ale kiedy ja coś robię to nie może być normalne :P
- Co to jest? - spytał Zayn wskazując na naleśniki.
- Więc tak nasza szefowa Lex. - Li wskazała na mnie. - Przygotowała z naszą małą pomocą....
- Dużą. - wtrąciłam.
- Przygotowała z naszą dużą pomocą  naleśniki z sosem pomarańczowym , sałatkę z awokado i mozzarelli i na deser muffiny cytrynowe. - dokończyła czternastolatka. Wszystkim oczy wyszły z orbit.
- Mamy tu kulinarnego geniusza! - wrzasnął Tommo klękając przede mną. - Zrób na obiad coś z marchwi. Proszę, proszę, proszę, proszę , PROSZĘ!!!!
 - Ok. - krzyknęłam, po czym zaczęłam się śmiać. - Możemy zacząć jeść?
- Tak. - wszyscy zgodnie przytaknęli. Po skończonym posiłku poszliśmy na plażę.

OCZAMI ROSALIE

-Hazz posmarowałbyś mi plecy? - spytałam siadając na kocu. Chłopak usiadł za mną wylewając trochę balsamu na ręce. Rozsmarował maź między palcami i przyłożył  dłonie do mojego ciała.  Wymasował wszystko co do kropelki. Kiedy zaczął schodzić rękoma w dół moich ramion wstałam.
-Która godzina?- spytałam.
- 12.10 , a co? - brunet zmarszczył czoło. Powinnam się zbierać, bo o 14 mam samolot. Jutro rodzice wracają z delegacji i gdy by mnie nie zastali w rezydencji OJĆ! Nie mogę nawet o tym myśleć.
- Muszę wracać. - jęknęłam gorzko.
- A no tak. - westchnął. - Wracasz do Londynu.
- Harry. - podniosłam jego twarz za podbródek. - Rodzice by mnie zabili gdy by mnie nie zastali w domu. Jak chcesz możesz polecieć ze mną. Porozmawiamy z nimi w sprawie wyjazdu.Hm?
- Tak! - wrzasnął podnosząc moją torebkę. - Chłopaki my wracamy do domu i lecimy do Londynu!!!
- Ja jestem kobietą! - oburzyła się Claudia.
- Jakoś mnie nie przekonałaś. - zarechotał złośliwie ciągnąc mnie w stronę domku.

~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Krótki jest :/ Ale jaki? Nie wiem. Proszę nie wiem mówcie  jeżeli chcecie jakąś akcję (PS: która niedługo będzie). Bo sama nie wiem....ja was zanudzam? Dobra koniec użalania się nad sobą :D
RIDA







wtorek, 30 lipca 2013

Część 15

- Wchodź Rose. - uśmiechnęłam się przepuszczając rudzielca w drzwiach. Zamknęłam wrota i poprowadziłam dziewczynę do salonu gdzie został sam Harry.
- Powodzenia . - szepnęłam jej na ucho i zniknęłam z pomieszczenia.

OCZAMI ROSALIE

- Hej jestem Rose. - uśmiechnęłam się nieśmiało.
- Harry. - loczek podał mi dłoń. Odwzajemniłam jego gest. Przez moment staliśmy w całkowitej ciszy. Po chwili Hazza odezwał się :
- Może pójdziemy na spacer?
- Jasne. - uśmiechnęłam się. Wyszliśmy przez taras w kierunku plaży. Przez całą drogę buzie nam  się nie zamykały. Dowiedziałam się o brunecie dużo rzeczy. I to tych prawdziwych. Nie z gazet czy telewizji.
- A ty  Rosalie? - uśmiechnął się ukazując dołeczki. Ups! Zarumieniłam się. Potarłam policzki i zaczęłam  :
- Mam 17 lat. Jestem niezależna , miła i pomocna. Bynajmniej tak mi się wydaje. Rodzice nie interesują się mną.
- Dlaczego?
- Sama nie wiem. - wzruszyłam ramionami. - Zaczęło się to kiedy miałam 14 lat. Dla nich praca jest ważniejsza ode mnie.
- Nie mów tak. - oburzył się.
- Ale to prawda. - usiadłam na piasku chowając twarz w dłoniach. - Nie mają pojęcia nawet co teraz robię. Dali mi kartę kredytową mówiąc " przyda Ci się. " . Rzeczywiście . Przydała mi się niemiłosiernie.
Styles kucnął przede mną. Wziął moje ręce w swoje i powiedział :
- Rose. Spójrz na mnie.
Podniosłam wzrok na chłopaka. Jego szmaragdowe oczy sprawiły że zapomniałam o Bożym świecie. Nie wiem co we mnie wstąpiło. Pocałowałam go. Momentalnie oderwałam się od ponętnych warg bruneta przepraszając w kółko.
- Nic się nie stało. - zaśmiał się. - Spokojnie Rosalie.
Po moim policzku spłynęła łza.
- Przepraszam . -szepnęłam , wyrywając  się z jego objęć. Podniosłam się z piasku kierując się w przeciwną stronę.

OCZAMI HARREGO

Jak ja się cieszyłem, że mnie pocałowała. Mimo że był to krótki pocałunek już uzależniłem się od malinowych ust dziewczyny. Podążyłem za Rose.
- Rosalie stój! - krzyknąłem biegnąc za rudowłosą. Nastolatka zamiast stanąć przyspieszyła kroku. Pokręciłem głową z dezaprobatą. Dziewczyny.......
 Nie minęła sekunda a dobiegłem do siedemnastolatki. Obróciłem ją w moją stronę , po czym wpiłem się w jej usta. Rose odwzajemniła mój gest.  Położyłem jej ręce na moim karku ; sam kładąc swoje na jej biodra.
Całowaliśmy się dopóki mój telefon nie zaczął dzwonić. Warknąłem wściekły wprost w usta mojej dziewczyny. Czy ja mogę ją tak nazywać? Później się o to spytam. Wyciągnąłem urządzenie przykładając je  do ucha. Rose wplotła swoje palce w moje loki , całując moją szyję.
J - Halo?
A - I jak tam?
J - Właśnie nam przerwałaś.
A - Mogę wiedzieć co?
J - Ciekawska jesteś nie powiem....
A - Hahahahha. Wiem. Więc.....
J - Całowaliśmy się.
A - Ojej jak słodko. Masz ten naszyjnik który Ci dałam?
J - Jasne że tak. Nie jestem taki głupi.
A - A myślałam.....
J - Za dużo mówisz. Coś jeszcze Lex? Zajęci jesteśmy.
A - Hehehe. Nie to tyle. A i nie chcę zostać ciocią.
J - Hahahahah bardzo śmieszne.
Powiedziałem sarkastycznie.
A - Dobra kończę. Jesteśmy w domu jak coś.
J - Ta informacja w ogóle nie jest mi potrzebna.
A - Sorka. Pa Hazz.
J - Narka Lex!
Rozłączyłem połączenie chowając telefon do tylnej kieszeni. Rose stała wtulona w moją klatkę piersiową. Przyciągnąłem ją bliżej siebie.
- Mam coś dla ciebie. - oświadczyłem cicho. Wyciągnąłem wisiorek zawieszając go na szyi rudowłosej.
- Jakie piękny. - uśmiechnęła się szeroko. - Dziękuję.
- Wszystko dla mojej księżniczki. - wyszeptałem jej do ucha. Odwróciła się twarzą w moją stronę kładąc dłoń na moim policzku.
- Twoja? - zdziwiła się.
- A chcesz? - odpowiedziałem jej pytaniem na pytanie. Pokiwała lekko głową. Musnąłem jej usta, oplatając ręką w talii.
 - Wracamy?
- Tak. - rzekła pocierając ramiona. Zdjąłem z siebie bluzę podając Rose. Uśmiechnęła się szeroko zakładając ciuch. Złapaliśmy się za ręce cofając się w stronę domu.


OCZAMI ROSALIE

 Po 20 minutach byliśmy na tarasie mieszkania. Z domu wydobywały się dzikie odgłosy domowników.
 Niepewnie weszliśmy do salonu. BUM! Dostałam czymś w brzuch. Bitwa na jedzenie?!!
- Przepraszam Rose nie chciałam. - podeszła do mnie Alex. - Chodź ze mną dam Ci ubranie do przebrania. WSZYSCY SŁUCHAJCIE!!! Jak zejdziemy za 10 minut ma tu lśnić!!! Jeżeli nie śpicie na dworze!
Claudia złapała mnie za rękę ciągnąć po schodach na górę. Gdy znaleźliśmy się w jej pokoju, aż opadłą mi szczęka. Każda ściana, powtarzam KAŻDA była zapełniona plakatami One Direction.
- Tutaj jest garderoba. - wskazała ręką drzwi. - Wybierz sobie co chcesz. Ja poczekam na łóżku. Wybrałam szybko cokolwiek i  ubrałam na siebie. Kiedy przeglądałam się lustrze dopiero dostrzegłam co mam napisanie na  bluzie. "Marry me Harry" !!!! Skąd Lex ma takie coś? Muszę się jej zapytać.
- Rose skończyłaś? - w progu garderoby stanęła blondynka.
- Skąd masz taką bluzkę? - spytałam rozbawiona.
- Ma się znajomych. - strzepnęła niewidzialny pył z ramion.Zachichotałam i zeszłam do salonu. Wow! Posprzątali. Aż jebało tą czystością po oczach.
- Hazz gdzie jesteś? - zawołałam.
- W kuchni kotku! - odkrzyknął. Skierowałam się do loczka. Stał oparty  o blat pijąc jakiś napój.
- Co to? - wyrwałam szklankę chłopakowi. Powąchałam. Fuj! Piwo. Spojrzałam zła na Harolda.
- Tylko jedno. - poprosił.
- TYLKO. - podkreśliłam słowo. Usiadłam na blacie bacznie obserwując Stylesa. Gdy zdał sobie sprawę że go obserwuję odstawił szklankę i stanął pomiędzy moim nogami. Założyłam ręce na piersi.
- Fajna bluzka. - mruknął mi do ucha. - Zastanowię się nad propozycją poślubienia takiego ciacha jak ty.
Podniosłam brew do góry. Zapęd to ona ma zajebisty. 


~~~~~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest 15!!!! Zapęd mam taki sam jak Harry :P Mam wenę na dalszy ciąg :D To chyba dobrze nie?? Mogę wam powiedzieć ,  że w dalszych rozdziałach (może i w 16 ) Hazz i Rose będą robić bardzo brudne rzeczy XDD Liczę na komentarze :) oraz dziękuje za komentowanie rozdziałów. To dlam nie wiele znaczy.  I zapraszam na tego bloga : http://opowiadanieoonedirectioniniekochanej.blogspot.com/ . Tutaj na tym opowiadaniu mam gdzieś czy ktoś to czyta miałam pomysł i stworzyłam :) Jeżeli to czytasz bardzo proszę o wejście na bloga i skomentowanie każdego posta :) To dla mnie ważnie. No..... tak po między :P A i podoba się perspektywa z drugiej pary??
RIDA








poniedziałek, 29 lipca 2013

Polecam!!

Lubicie coś nierealnego? A może opowiadanie o Błękitnokrwistych wam przypadnie do gustu??? Zapraszam serdecznie na bloga : http://bluebloodsfanfiction.blogspot.com/ .
RIDA

Część 14

OCZAMI ALEX

Dzwonek telefonu wyrwał mnie ze snu. Po omacku wyszukałam urządzenie  i rozłączyłam połączenie. I tak 5 razy.
- Niall..... - mruknęłam kładąc głowę na gołym torsie chłopaka.
- Hm?
- Wyłącz ten cholerny telefon.
Irlandczyk podniósł się na łokciach , tym samym przytrzymując mnie abym nie zsunęła się z jego piersi. Wyjął baterię z  I-phone i położył go na szafce.
- Dziękuję.
- Nie ma za co. - ucałował mnie w czubek głowy. Przysunął moje gołe ciało do swojego. Dało się wyczuć narastającą erekcję blondyna.
- Czuję go. - zaśmiałam się zamykając oczy. - Nie musisz mnie tak przyciskać.
- Ale chce . - uśmiechnął się szeroko.
- Jesteś niewyżyty seksualnie. - rzekłam wstając. Usłyszałam jęk z ust Niallera.
- Co? - obróciłam głowę.
- Podniecasz mnie. To nic ważnego. - machnął ręką. Zachichotałam pod nosem. Wybrałam ciuchy w które zamierzałam się ubrać. Weszłam do łazienki. Położyłam strój na pralce , po czym weszłam pod prysznic. Chwile po tym Horan stał obok mnie. Umyliśmy wzajemnie nasze ciała. Ubraliśmy się, oraz zeszliśmy do kuchni.
- Dzisiaj ja robię śniadanie. - oświadczyłam.
- A mogę wiedzieć co? - spytał głodomór siadając na blacie.
Zamyśliłam się. Zajrzałam do lodówki i zaproponowałam :
- Jajecznica z suszonymi pomidorami i miętą oraz na deser....... drożdżówki z kremem i rodzynkami .
- Aż mi ślinka cieknie. - rozmarzył się. -  Nie wiedziałem , że umiesz robić takie rzeczy.
- Jestem leniem i tyle. - wzruszyłam ramionami. Po 30 minutach posiłek był gotowy, a bułeczki leżały w piekarniku.
- Jakie to pyszne!! Jesteś chodzącym ideałem.
- Nie no co ty! - zarechotałam. Zabrałam puste talerze wkładając je do zmywarki. Wyciągnęłam drożdżówki.
- Tak! - oburzył się. - Jesteś gwiazdą , masz talent kulinarny, razisz zajebistością, urodą nie grzeszysz i.....jesteś świetna w łóżku.
- Nie sądzę. - pokręciłam głową , podając chłopakowi deser.
- Ta?! Wiesz to JA  ledwo co chodzę , tak mocno mnie ujeżdżałaś. - mruknął zadowolony z ostatniej wypowiedzi.
- Ma się to we krwi. - wyszczerzyłam zęby. - Co robimy?
- W sumie to możemy pojechać do reszty. Zobaczymy jak się bawią . - orzekł. Spakowaliśmy , swoje rzeczy , po czym pojechaliśmy na lotnisko. O dziwo nie było fanów. Oddaliśmy bagaże i usiedliśmy czekając na nasz samolot.
- Idę do ubikacji. - Horan wstał,  kierując siew stronę łazienek.
- Alex? Mogę autograf? - spytała dziewczyna siadając po mojej lewej stronie.
- Jasne. - uśmiechnęłam się. Podpisałam się w notatniku nastolatki. -Directionerka?
- I Fox. - powiedziała dumnie. - Niall idzie. To ja się zmywam.
- Nie. - zatrzymałam ją. Wyciągnęłam zeszycik z jej torby. Gdy blondyn usadowił swoje 4 litery, podałam mu kartkę i długopis.
- Autograf. - wyprzedziłam go. Napisał i oddał własność dziewczyny. Zanim odeszła spytałam :
- Jak masz na imię?
- Rosalie. - odpowiedziała. - Ale wolę Rose.
- Da swój telefon. - poprosiłam. Horan siedział bacznie obserwując moje ruchy. Zapisałam swój numer w kontaktach Rose. Dryndnęłam do siebie , chcąc wiedzieć jaki jest telefon nastolatki. Oddałam jej BlackBerry. Podziękowała i odeszła.
- Dla każdego fana jesteś tak miła? - zapytał.
- Dla tych normalnych. - określiłam. - Ale nie daje im swojego numeru. Bynajmniej zawsze proszę o nazwy TT.
- To dlaczego ona do.... - zaczął.
- Zobaczę czy spodoba się Harremu. - zarechotałam. - Zostanę swatką.

8 GODZIN PÓŹNIEJ - SYDNEY


- Poproszę na Welrt Street 5. - oświadczyłam. Taxi ruszyło z pod lotniska w określonym kierunku. Już po 30 minutach byliśmy pod moim rodzinnym domem.
 Kiedy mieliśmy wchodzić na posesję , coś mi się przypomniało.
- Niall ,psy. - rzekłam rozglądając się na boki. Chwile potem przy furtce stały dwa owczarki australijskie.
- To Larry. - wskazałam na ciemnej karnacji psa. - A to jest Nou.
- Larry? Serio? - zaśmiał się chłopak.
- Mój jest Nou. - uśmiechnęłam się do psiaka. - Lily ma obsesję na punkcie Hazzy. Stąd imię.
Wzięliśmy walizki i weszliśmy przez taras. W salonie siedział Liam z Zaynem i Nathanem.
- Siema. - przywitał się mój chłopak. Odwrócili głowy w ekspresowym tempie. Wytrzeszczyli oczy ze zdziwienia. Pomachałam do nich paluszkami.
-LEX!!! - usłyszałam krzyk. Zaraz po nim leżałam na ziemi przygnieciona moją siostrą. Przytuliłam ją i ucałowałam w policzek. Podniosła się i sama mi pomogła.
- Siemka Claudia. - w progu stanął Nathan. Zmierzyłam go morderczym wzrokiem. Rzuciłam krótkie "cześć" i przywitałam się z resztą. Niespodziewanie zadzwonił mój telefon. Przesunęłam palcem po ekranie i przyłożyłam urządzenie do ucha.
J - Halo?
R - Eeeee to ja Rose z lotniska.
J  - Siemka Rosalie! Co tam u ciebie? Jesteś w Londynie?
R - Jestem w Sydney. Jutro mam samolot do Londynu. Dziękuję. Mam się dobrze.
J - Jesteś spięta. Czuję to. Spokojnie Rose. Traktuj mnie jak koleżankę.
R - A mogę?
J - Jasne że tak! Może chciałabyś do nas wpaść?
R - A gdzie mieszkasz?
J -  Na Welrt Street 5.
R - Będę za 10 minut.
J - Ok. Nie ma sprawy.
R - To..... do zobaczenia.
J - Pa!
Zakończyłam połączenie. Usiadłam na kolanach blondyna i powiedziałam :
- Nasza fanka będzie u nas za 10 minut. Harry szykuj się.
- Dlaczego ja? - podniósł brew.
- Bo ja specjalnie ją zaprosiłam. - usta rozpostarły mi się w szerokim uśmiechu.
- Ładna? - zapytał.
- Nawet bardzo. - spojrzałam na niego z ukosa. Harold zerwał się z fotela pędząc na górę. W moich uszach zabrzęczał tylko śmiech reszty.

~~~~~~~~~~~~~~~~
Jest 14!!! Może być? Liczę na komentarze :P Czy Rose ma być z Harrym? Decyzja należy do was :D


* Rosalie  "Rose" Bredfay
* 17 lat.
* Fox i Directioner.
* Singielka.
* Mieszka w Londynie.
* Jest niezależna. Rodzice się nią nie interesują.